Heavy metal nigdy nie należał do mnie. To nie było coś, co lubiłam. Jasne, czasem jadąc autem słuchałam płyt, które zgrał mój brat i kilka razy usłyszałam jakiś utwór, który mniej lub bardziej wpadł w ucho. Generalnie szanuję heavy metal i o kimś pokroju Lemmy'ego Kilmistera słyszałam wielokrotnie. A tym bardziej o zespole Motorhead.
Lemmy'ego słyszałam w wykonaniu z kimś. Ze Slashem czy Davem Grohlem. Z utworów Motorhead umiałam wymienić może dwa utwory i to tylko z tytułu. A jednak śmierć wokalisty jakoś mnie dotknęła. Dotknęła cały świat muzyki. Nie tylko fanów, ale i twórców. Śmierć legendy, jaką był Lemmy wywołała różnego rodzaju kontrowersje. To prawda, miał 70 lat, pij, ćpał i wielu, naprawdę wielu rzeczy sobie nie odmawiał. Był także chory. Lemmy Kilmister od lat zmagał się z cukrzycą, miał także kłopoty z
sercem. Często z wagi na jego stan zdrowia odwoływano koncerty.
Przyczyną zgonu był jednak nowotwór, który wykryto u wokalisty w drugi
dzień świąt Bożego Narodzenia.
Lemmy urodził się w roku 1945 w Stoke-on-Trent. Swoją przygodę z muzyką
rockową zaczął jako gitarzysta basowy w zespole Hawkwind. W 1975 roku
założył zespół Motorhead. Grupa zasłynęła takimi płytami jak: „Overkill", „Bomber" i „Ace of Spades".
Świat muzyki zawrzał. Każdy wyrażał swoje uczucia, pisząc listy, tworząc tatuaże [hołd Dave'a z FF] czy grając utwory Motorhead na swoich koncertach. Lemmy był głęboko związany ze światem muzyki. Wraz z Nim odszedł Motorhead.
- To koniec Motorhead, to jasne. Lemmy uosabiał Motorhead - powiedział
muzyk, który dołączył do grupy w 1992 roku. - Nie będziemy
więcej koncertować. I nie będzie więcej płyt. Ale marka przetrwa, a
Lemmy będzie nadal żył w sercu każdego z nas - dodał.




Trudno mi cokolwiek powiedzieć. W sumie sama najlepiej to ujęłaś w tym wpisie. Nic nie dodaje, a broń bożę ujmuje. Czekam na kolejnego.:)
OdpowiedzUsuń